Nie karz mnie za to

Co do zasady nie daję dzieciom kar. Ale czasami przechodzą same siebie, a ja nie mam innego rozwiązania pod ręką.

Bo znalezienie innego rozwiązania, które nie byłoby karą, jest strasznie trudno. 

 

Dlaczego nie lubię kary? Bo sama bym nie chciała być ukarana. Jeżeli zrobię coś nie tak, coś mi nie wyjdzie, to nie dlatego, że jestem złym człowiekiem, że jestem złośliwa, że chciałam komuś zrobić psikusa. Po prostu mi nie wyszło, czegoś nie przemyślałam, zrobiłam za szybko, coś mnie za bardzo skusiło. I wiem, że kary nie są miłe dla strony, która została ukarana.

 

Kary ranią

 

Przykładem niech będzie mały Krzyś, który uwielbia grać w piłkę. Nawet w domu. I któregoś dnia tak rzucił piłką, że stłukł swojej mamie wazon. 

Krzyś! krzyknęła wzburzona mama - Natychmiast do pokoju! Masz tam siedzieć przez godzinę aż się nie uspokoisz! 

Krzyś przestraszony usiadł na łóżku, kopnął ze złości piłkę i podkulił nogi pod siebie. Przecież nie chciał zbić tego wazonu!

Dostał karę. Mama chciała, żeby zszedł jej z oczu, a sama sprzątała szkło z podłogi. 

 

Jak dzieci odbierają karę? 

 

Pewnego dnia zawoziłam Janka i jego dwóch kolegów do domu. Chłopcy byli wtedy w pierwszej klasie podstawówki. Jeden z nich powiedział, że na pewno dostanie dziś karę, bo trochę nabroił i martwił się tą karą. Drugi mu odpowiedział: co ty się przejmujesz. Dostaniesz karę, że nie możesz oglądać telewizji przez trzy dni albo nie będziesz mógł grać na komputerze. Trzy dni miną szybko i po sprawie!

Ten drugi chłopiec w ogóle nie przejmował się karą. W jednej z moich ulubionych książek z dzieciństwa Przygody Tomka Sawyera, Tomek dostawał lanie w zasadzie co kilkanaście stron. Lanie tak mu spowszechniało, że się nim nie przejmował, a wręcz sam się podkładał, żeby uzyskać coś innego w zamian (np. spojrzenie dziewczyny pełne wdzięczności). 

Ponieważ ostatnio Janek dość mocno mi podpadł, a jedyne co mi wpadło do głowy, to dać mu karę (tę najprostszą wersję: zakaz oglądania telewizji i grania na komputerze przez trzy dni i rozmowa ze mną na temat tego co zrobił), porozmawiałam z synem o karaniu

Janek, dlaczego uważasz, że kara jest zła? 

- Dziecko dostanie karę, a potem będzie dalej to samo robiło. wychowanie bez przemocy

 - Kara nic nie uczy.

- Powoduje, że się kłamie, żeby uniknąć kary, 

- Czuję się wkurzony, jest mi źle, jestem smutny. 

Bo dostałeś karę? 

- Nie. Nie dlatego, że coś źle zrobiłem, tylko dlatego, że nie mogę czegoś robić. Bo mi zabroniłaś. 

A konsekwencja?

- Konsekwencja, gdy jest wcześniej ustalana, jest ok.  

 

W tym momencie mój znajomy Mietek spojrzał na nas z powątpiewaniem. 

- A to jest jakaś różnica między karą a konsekwencją? Ja nie widzę żadnej. 

 

Mietek, kara to jest coś co spada na ciebie nagle i bez ostrzeżenia. Zbiłeś wazon? Za karę do pokoju na godzinę. A konsekwencja to jest coś, co zostało wcześniej ustalone np. Mówię do ciebie, że jeżeli spóźnisz się do domu wieczorem, nie będziesz mógł wychodzić na imprezy przez miesiąc i ty ten układ akceptujesz. Konsekwencja, to jest również następstwo twojego zachowania. Na przykład. Gdy Agata była mała, zawoziłam ją na godzinę 8 do przedszkola i nie chciałam, żeby się spóźniała, bo rano dzieci jadły śniadanie. Ale ponieważ moje dziecko często żyje w innej przestrzeni czasowej, przyjeżdżałyśmy spóźnione, ponieważ Agata ubierała się bardzo długo. A ja jej nie chciałam pomagać w ubieraniu. Któregoś dnia moja złość wyszła ze mnie i powiedziałam: Agata! Idziesz do przedszkola w tym, w czym jesteś w tej chwili ubrana! Agata miała na sobie spodnie, ale na górze jeszcze piżamę. Oburzyła się, bo jak to, przecież jest nadal w piżamie! Ale byłam twarda i kazałam jej ubrać buty i wychodzić. Agata nie byłaby jednak sobą, gdyby do kieszeni kurtki, nie wcisnęła bluzki, żeby się przebrać w przedszkolu. W kolejnych dniach jej przestrzeń czasowa dopasowała się dość dobrze do mojej.

 

 

Konsekwencja wychowuje

 

Słyszałam historię o ojcu, który codziennie rano zawoził dwie córki do szkoły. Jedna przy samochodzie była na czas, a druga ciągle się spóźniała. Tata powiedział pewnego dnia: Asia, jeżeli dziś nie zejdziesz do samochodu na 7:40, odjadę bez ciebie i będziesz musiałam pojechać do szkoły tramwajem. O godzinie 7:40 tata odjechał spod domu z jedną córką w samochodzie. Następnego dnia o 7:40 w samochodzie siedziały obie dziewczyny.   

Dzisiaj przy śniadaniu Janek opowiedział mi o swoim koledze. Przez miesiąc wydał dość sporą sumę pieniędzy z sklepiku szkolnym. Nie tylko na siebie, ale również na kolegów. Wydał nie swoje pieniądze, a pieniądze swoich rodziców, które podbierał im z portfela. Jakbym się zachowała, gdyby to chodziło o moje dziecko? Na pewno bym z nim porozmawiała o tym, dlaczego tak się zachowało. Co bym potem zrobiła? Nie wiem.

Wymyślanie konsekwencji nie jest prostą sprawę. Dużo łatwiej jest ukarać dziecko. Listę kar mamy zawsze pod ręką: zakaz telewizji, zakaz komputera, zakaz spotykania się z kolegami). A w przypadku konsekwencji trzeba często intensywnie myśleć. Tym bardziej, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdego zachowania naszego dziecka i z nim wcześniej pewnych rzeczy ustalić. 

Jak na przykład postąpić w takiej sytuacji? Agata nie lubi chodzić na basen. Ale niestety musi, ponieważ ma krzywy kręgosłup, ponieważ musi dbać o sylwetkę (w przypadku dzieci z zespołem Downa otyłość jest dość częstą przypadłością), ponieważ musi dbać o kondycję. Oczywiście to są argumenty, które ją nie przekonują. Co w takim razie robiła? Przebierała się tak długo w szatni, żeby na basen wejść w połowie zajęć. Rozwiązanie nr 1: byłam z nią w szatni i pilnowałam, ale potem stwierdziłam, że to nie o to chodzi. Agata ma się uczyć samodzielności i nie mogę nad nią stać. Rozwiązanie nr 2: kostium zakładała w domu, w szatni miała ściągnąć tylko rzeczy. Niestety nie zadziałało. Rozwiązanie nr 3: Jeżeli zobaczę zaangażowanie w basen i Agata się nie spóźni, po basenie pojedziemy na obiad do lokalu. Jeżeli jednak Agata się spóźni, obiad zjemy w domu. A dodam, że Agata uwielbia jeść w restauracjach.

Dziewczyna miała wybór, dostała ważną dla siebie motywację.

 

 

Przeczytaj jeszcze:

o rewelacyjnej zasadzie komunikacji z dzieckiem 

o moich dziwnych zabawach z małą Agatą

 

No to pa! 

OK! Olga Komorowska

 

 

Ja w mediach

          

 

 

 

Olga Komorowska - Bloglovin