Kierowca własnych dzieci

Moje dzieci (jak wiele innych dzieci w dzisiejszych czasach) mają dodatkowe zajęcia. W sobotę zawiozłam je na angielski. Potem czekałam aż skończą zajęcia. Następnie pojechaliśmy na basen. Uczyły się pływać, a ja znów na nie czekałam. Przez 4 godziny byłam kierowcą swoich dzieci. Czy ten czas można uznać za zmarnowany?

Wszystko zależy jak na to się spojrzy.

Część czasu siedziałam w samochodzie z widokiem na las. Słuchałam śpiewu ptaków. Totalny dla mnie luz, relaks, resetowanie mózgu. Ale to trzeba lubić. Ja bezczynnie posiedziałam 5 minut. Śpiew ptaków natchnął mnie, że przecież wakacje są tuż tuż i zaczęłam szukać w Internecie ciekawego miejsca na wakacje. Zawożąc gdzieś dzieci zawsze biorę ze sobą notebooka i dostęp do Internetu. Bez tego już nie mogę żyć.

Popstrykałam kilka zdjęć - wynik mojej pracy znajduje się w tym wpisie.        

Nadrobiłam kilka kontaktów rodzinno-towarzyskich – przez telefon.

Poczytałam materiały, które otrzymałam ze szkolenia z psem obiedence. 

Zaczęłam również pisać właśnie ten artykuł na bloga. Chciałam napisać o psach, ale natchnienie poszło swoją drogą i powstał ten wpis.

czas z dziećmi

Miałam jeszcze w torbie poradnik o technikach fotografowania, bo chcę nauczyć się robić zdjęcia lustrzanką – na razie fotki pstrykam aparatem telefonicznym. Ale zabrakło mi na to czasu.

Sam dojazd na zajęcia jest dla mnie często ciekawym doznaniem. Jest to czas, kiedy jestem przywiązana do kierownicy i siedzę, więc mogę na spokojnie porozmawiać z dziećmi.

Dzisiaj brałam udział w bardzo ciekawej rozmowie. Janek mnie zapytał dlaczego Agatka nie chce z nim grać w Kinecta. Powiedział, że przecież jeżeli coś Agatce nie pasuje w jego zachowaniu, to on się zmieni (wcześniej Janek pokrzykiwał na Agatę i ją ustawiał i to się Agacie nie podobało – rozmawiałam z nim na ten temat i od jakiegoś czasu nie obserwowałam takiego zachowania).

Mama: No Agata, lubisz grać w Kinecta, a faktycznie z Jankiem grasz rzadko. Dlaczego? Co ci nie pasuje?

Agata: milczy.

Mama: No dobra, Agata skoro nie masz argumentów, to zakładam, że wszystko jest ok i możesz z Jankiem grać.

Agata: No dobra powiem. Po pierwsze Janek krzyczy.

Mama: Janek powiedział, że jeżeli coś ci nie pasuje, to się zmieni, bo chce z tobą grać i lubi z tobą grać. Następnym razem, jak będzie się źle zachowywał, to mu po prostu powiedz. Dobrze?

Agata: Dobrze. Po drugie Janek jest super, zaczął się uśmiechać i zmienił głos, gdy do mnie mówi.

Mama: No, to są Agata argumenty za tym, żeby grać z Jankiem, prawda? Bo Janek się stara. 

Agata: Prawda. Będę grać. A po trzecie Janek mnie uczy i mi pomaga!

To była dla mnie bardzo ważna rozmowa. I myślę, że dla moich dzieci również. Wyjaśniały między sobą relacje. Janek pęczniał z dumy, gdy Agata o nim mówiła. Agata była szczęśliwa, gdy mówiłam, że Janek lubi z nią grać.

Mogę uznać, że czas poświęcony na zawożenie dzieci nie jest czasem zmarnowanym dla mnie. Uczę się, nadrabiam zaległości, odpoczywam, nawiązuję relacje z dziećmi, pomagam im rozwiązać ich kłopoty.

A jak wy postrzegacie zawożenie dzieci na zajęcia? Co wtedy robicie?

płot

  

kot


 Obserwuj bloga na Facebooku .Bądź na bieżąco z ciekawymi materiałami i nowymi wpisami.

Ja w mediach

          

Olga Komorowska - Bloglovin