Sudety środkowe - co warto zobaczyć #1

Sudety to moje ukochane góry w Polsce, bo oprócz gór są legendy, ciekawe miejsca,  ciekawa historia, ciekawi ludzie. Chodźcie za mną!

W długi weekend pojechaliśmy w Sudety Środkowe w okolice Gór Sowich. Nasz weekend był długi, ponieważ trwał aż 9 dni. Zrobiliśmy sobie wakacje w trakcie roku szkolnego. Coś cudownego, polecam.

 

NOWA RUDA

Jest to mała miejscowość. Ludność żyła tu swego czasu z górnictwa. Nie potrzebowali zegarków, żeby wiedzieć która jest godzina. O 14-tej z kopalni wychodzili mężczyźni, o 15-tej z biur wychodziły kobiety. Kopalnia w Nowej Rudzie należała do jednych z najniebezpieczniejszych. 

Przy wjeździe do Nowej Rudy od strony wsi Sokolec znajdziecie zakład fryzjerski z czasów PRL. Gdy zaczniecie wchodzić po kruszących się ze starości schodach, będziecie powoli cofać się w czasie. Z okresu PRL w tym zakładzie jest wszystko. Fotel, ściany, szczotki, suszarki, podpórki pod nogi i sama pani fryzjerka. Jak sama nam powiedziała, kocha komunizm, sama jest komunistką. Ma 68 lat. Nie będzie remontować swojego zakładu, bo wyda pieniądze, a coś ją dopadnie i nie będzie mogła dalej prowadzić zakładu.

Moim zdaniem pani Fryzjerka powinna się zareklamować i pobierać 5 zł za wstęp. Jest na co popatrzeć, takich miejsc już w Polsce nie ma za wiele, a jest to przecież kawałek naszej historii. Na fotelu Witek. Dał mi czas na zrobienie kilku fotek. 

 

 

 

Podobnym zabytkowym miejscem jest apteka z lat 30-tych. O niej dowiedzieliśmy się niestety za późno. Mogłam zajrzeć tylko przez szybę, żeby zobaczyć klimat panujący w środku. A jest na co popatrzeć. Meble w aptece są stare, ciemnobrązowe, drewniane. Pochodzą na pewno sprzed II Wojny Światowej. Poniżej zdjęcie z ulicy. Apteka znajduje się w Ludwikowicach nr budynku 21 - jedna miejscowość przed Nową Rudą - gdy jedzie się od strony wsi Sokolec.

 

Koniecznie musicie skosztować kawy i zjeść lody w Białej Lokomotywie. Ale stolik weźcie w środku, żebyście mogli doświadczyć nie tylko dobrego smaku, ale również klimatu. W tej kawiarni nie ma karty dań. Trudno jest dostać wodę o smaku wody (Jankowi skończyła się woda w bidonie, pan Leszek - właściciel zaoferował, że mu uzupełni, ale oczywiście musiał dodać swoje dodatki jak np. sorbert cytrynowy). Spróbowaliśmy tu kilka deserów i kilka kaw - ponieważ wracając z każdej wycieczki robiliśmy przystanek przy Białej Lokomotywie. Mi najbardziej zasmakowała kawa z żołędziami i lody pistacjowe z masłem pistacjowym. Do dziś pamiętam ich smak. To nie są lody o smaku pistacji, to są lody pistacjowe. 

Dlaczego zachęcam do zajęcia miejsca w środku kawiarni? Bo do lodów i kawy dodatkiem atmosfera, którą jest gospodarz gawędziarz - pan Leszek. Dowiecie się wielu ciekawych rzeczy o kawie. Zostaniecie dopieszczeni. Każdy stolik, każdy z Was. Poczujecie się jak wyróżnieni klienci. Agata wypiła tu najbardziej malinową herbatę w swoim życiu. Czy jej smakowała? Zobaczcie sami. I przykładowa rozpusta: kawa miętowa, lody miętowe i sorbert malinowy.

 

 

Główną atrakcją Nowej Rudy jest kopalnie węgla kamiennego. Bardzo podobała mi się wycieczka do tej kopalni. Przede wszystkim coś nowego, ale zwiedzanie jest bardzo ciekawie przygotowane. Nawet teoria, która była podana na początku nie była nużąca. Gdy będziecie wybierali kask, to uważajcie na kolor. Ja wybrałam żółty- bo lubię, bo taki wesoły. 

 

Okazuje się, że każdy górnik miał swój kolor kasku - w zależności od funkcji, którą pełnił w kopalni. Osobę w żółtym kasku, wszyscy przepuszczali, nie drażnili jej, często wręcz unikali. Dlaczego? Bo taka osoba była czyścicielem kibelków kopalnianych, które wyglądały o tak, jak poniżej. Osoby w żółtych kaskach wynosiły je do opróżnienia.  

 

W kopalni grasował skrzat - chochlik. Zaczął od tego, że malował buzie na czarno tym, którzy byli najodważniejsi. Zasypiał gdzieś w zaułkach i były takie momenty, że było słychać piski wystraszonych osób (czytaj: kobiet). Idziemy sobie spokojnie korytarzami, jest ciemno i nagle dobiega gdzieś z boku: hrrrrrrr! Serce zamierało. 

 

 

A tak wygląda karetka pogotowia. Brrr. Ale jej zaletą było to, że jechała szybciej niż zwykłe kolejki górników. 

 

 

 

Dzieci również pracowały w kopalni. W jednym z zaułków pokazana jest scenka z życia dzieci w kopalni. Warto pokazać tym dzieciom, które nie chcą się uczyć :-). Jestem przekonana, że od razu zmienią zdanie. 

Moją lekturą w szkole podstawowej była książka Łysek z pokładu Idy. Jednak dopiero ,gdy byłam w kopalni i widziałam warunki pracy ludzi i zwierząt, to zrozumiałam jak ciężką pracę i w zasadzie śmierć za życia miały konie. W ciągu roku ślepły, a żyły tylko trzy lata. Nie wychodziły na zewnątrz. Nie widziały słońca, nie czuły wiatru. W kopalni jest boks- sypialnia konia i figura konia. 

 

Będą kolejne odcinki o Sudetach. Zaglądajcie na bloga, zapiszcie się do Newsletera lub polubcie mój Fanpage. Będziecie na bieżąco! 


Jeżeli spodobał Wam się mój post pchnijcie go dalej, dajcie kciuk w górę. Niech inni też się dowiedzą, co jest ciekawego w Sudetach. 


 

Jeżeli nie znacie tych wpisów, to przeczytajcie:

Z Armenii do Polski - wywiad

Absurdy prosto z Anglii

Dlaczego po studiach z geografii można zostać aktuariuszem - w Anglii

 

 

Ja w mediach

          

 

 

 

Olga Komorowska - Bloglovin