Jak podcinasz sam sobie skrzydła

Nie robimy wielu rzeczy, chociaż byśmy mogli. Nie zaryzykujemy, chociaż ryzyko jest niewielkie. A potem żałujemy. 

Opowiem Wam najpierw moją historię.

W środowisku naukowym ważny jest udział w projektach finansowanych ze środków takich instytucji jak NCN, NCBiR. W tych projektach wysoko punktowane jest doświadczenie kierownika i jego publikacje. Ja miałam pomysł na projekt, ale nie znałam żadnej osoby, która mogłaby zostać kierownikiem tego projektu. Co zrobiłam? Gdy byłam na konferencji we Wrocławiu, przejrzałam jej uczestników. Jakie publikacje piszą, czym się zajmują. Mój wybór padł na prof. dr. hab. Teresę Słaby z SGH. Widziałam ją po raz pierwszy w życiu, ale podeszłam i przedstawiłam swoją propozycję. A teraz, po trzech latach trwania projektu, piszę raport podsumowujący.

Napisałam moją historię, żeby pokazać, że często trzeba wyjść poza strefę komfortu, żeby coś osiągnąć. Łatwiej by mi było napisać projekt w gronie, które znam, ale nie osiągnęłabym sukcesu w postaci dofinansowania do projektu. Nie wiedziałam, co mnie czeka podczas współpracy z panią profesor. Podeszłam i zaproponowałam współpracę obcej dla mnie osobie. Podeszłam do pracownika naukowego z tytułem profesora. Bo pomyślałam sobie: Czym ryzykuję? Tylko tym, że zostanę zlekceważona, dostanę odmowę, ktoś we mnie nie uwierzy. Trudno. Jeżeli nie spróbuję, nie będę miała projektu. A tak przynajmniej będę wiedziała, że zrobiłam krok w kierunku złożenia projektu i uzyskania dofinansowania. Raz kozie śmierć! 

Dlatego zgadzam się z cytatem Colina Powella: nigdy nie dowiesz się, czego możesz dokonać, jeśli nie spróbujesz

 pewność siebie

 

Na pewno nie wyjdzie.

Janek szedł z kolegą pograć w piłkę. Ale okazało się, że w piłce brakowało powietrza. Janek powiedział: To chodźmy do pani od wf, na pewno na pompkę. Kolega: E, na pewno nie da pompki. 

Siedzi w naszej głowie taki skrzat, który nas blokuje i od razu woła: nie uda się, na pewno. Tylko skąd on to wie? Przecież nawet nie spróbowaliśmy. A on, skubaniec, nas blokuje. Janek poszedł do pani od wf i okazało się, że pani dała pompkę. Mnie zaskoczyło, że już w głowie 10-latka taki skrzat siedzi i robi swoją czarną robotę. 

 

Udało mi się! 

Zawołał Janek, gdy zdobył trzecią kategorię w szachach. Nie, Janku nie udało ci się. Zapracowałeś na to. Osiągnąłeś trzecią kategorię dzięki dobrej koncentracji, ćwiczeniom.

Często słyszę, gdy ktoś mówi: udało mi się zdać egzamin. udało mi się napisać dobry projekt. A przecież to ta osoba sama zrobiła. Uczyła się do egzaminu. Pracowała nad projektem. To nie był przypadek. Gdy mówimy: udało się, to znaczy, że los za nas zadecydował, a przecież tak nie jest. Szóstkę w Totolotka można przypadkiem trafić, ale nie można przypadkiem napisać dobrego projektu. Zastanawiam się, dlaczego pomniejszamy swoje zasługi? 

 

Nie dam rady. 

Na konferencji blogerów pewna blogerka powiedziała: piszę bloga, ale nigdy nie będę dużym blogiem. 

Oczywiście może się tak zdarzyć, że pomimo pracy i zaangażowania jej blog pozostanie blogiem o niewielkim zasięgu i zdobędzie niewielu czytelników. Ale na pewno tak się stanie, jeżeli już od samego początku będzie twierdziła, że się nie uda. Nasze myśli kierują naszym działaniem. Są bardzo podstępne. Gdy myślimy: damy radę! Nasza postawa od razu się zmienia. Jesteśmy pewniejsi siebie. Chce nam się działać. Staramy się. Mamy motywację. Dlatego musimy wierzyć w siebie i w swoje działania. 

Znacie inne sposoby, żeby podciąć sobie skrzydła? Piszcie w komentarzach. 

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to daj lajka i pchnij go dalej. Niech inni też przeczytają, a ja się ucieszę, że napisałam ciekawy tekst. 

 

Miłego dnia!

Olga z OK blog

 

Moje propozycje do przeczytania:

 

Czasami ciężko jest być tatą

Krav maga, muzyka i śpiew

Niebezpieczne połączenie: Dario, koń i krowa

 

 

 

 

 

 

 

 

Ja w mediach

          

 

 

 

Olga Komorowska - Bloglovin