Tego nie wolno jej było robić

Chodzi mi o Agatę. O dziewczynkę z zespołem Downa. Jeszcze nie ważyła nawet dwóch kilogramów, a ja już mówiłam: Nie! Tak nie będziesz się zachowywać!

Zabrzmiało ostro? Nie, taka zła nie byłam. Zobaczcie sami. 

 

Leżeć w łóżeczku, to ty nie będziesz!

Agatka była wcześniakiem i swoje pierwsze chwile życia spędziła w szpitalu, co opisałam w tekście "Początki mojego macierzyństwa".  Do domu przyjechała, gdy ważyła 1950gr.

Była cudownym dzieckiem, bo nie płakała. Gdy była głodna, to kwiliła, ale zdarzało się to tylko kilka razy dziennie.

Gdy się budziła, to leżała z główką skierowaną na ścianę. Nie szukała wzrokiem mamy, nie wołała mamy, nie machała rączkami. Leżała. Tak bardzo cichutko, że nawet mogłam nie zauważyć, że moja córka się obudziła.  

Ze smutkiem patrzyłam na to drobne ciałko. Na ten wzrok wbity w ścianę. Na tę życiową obojętność. 

Patrzyłam na Agatę dwa dni. Trzeciego dnia postanowiłam rozruszać moje dziecko. Powiedziałam. Nie! Nie będziesz tu leżeć w łóżeczku jak taka kłoda. Pilnowałam momentu, gdy Agatka otwierała oczy. Od razu do niej zaczynałam mówić, uśmiechałam się, brałam na ręce. Nosiłam po mieszkaniu i opowiadałam różne rzeczy. To co mi przyszło do głowy. Kładłam ją sobie na kolana, brałam jej drobniutkie rączki w moje dłonie i dalej mówiłam. Masowałam.

Agata nie wykazywała zainteresowania. Główkę miała dalej przechyloną w jedną stronę, nie szukała ze mną kontaktu. Ja się jednak nie poddawałam. Dziś trudno mi jest sobie wyobrazić, że miałam w sobie tyle siły i tyle samozaparcia. 

Przyszła ta piękna, cudowna, wymarzona chwila. Położyłam sobie Agatę na kolanach. Mówiłam jej, jakie rybki pływają w akwarium. I nagle oczy Agaty przesunęły się na moją twarz i skupiła przez chwilę na mnie wzrok. Była to chwila, choć dłuższa niż ułamek sekundy, ale wystarczyła, żeby dodać mi sił i wiary, że to co robię ma jakiś sens. 

Gdy Agata była większa, to kładłam ją sobie brzuchem na moich kolanach i tak rozmawiałyśmy. 

zespół Downa

 

A dziś Agata gra na pianinie, co możecie przeczytać i posłuchać we wpisie: "Wielki sukces Agaty". 

 

 Wychodź spod tego stołu! 

Agatę wychowywałam tak, jakby była dzieckiem "pełnosprawnym" i wszystko rozumiała. Nie zastanawiałam się nad jej zasobem słów. Gdy schowała mi się pod stołem, bo nie chciała dostać lekarstwa, wyciągnęłam ją stanowczo i powiedziałam: nie! pod stół się nie chowamy. Gdy za długo rano ubierała się do przedszkola, pojechała w piżamie. 

 

Ubierz się!

Czasami dzieci biegają nago po mieszkaniu. Ja nie pozwalałam na to Agacie. Miałam przeświadczenie, że jeżeli będzie biegać goła w domu, to skąd będzie wiedzieć, że po szkole ma biegać ubrana? Przecież nie wiem, jak będzie myśleć w przyszłości, jak będzie kojarzyć fakty. A tu dostaje jasny przkeaz, pewną zasadę, której ma przestrzegać. 

 

Dawaj! Dawaj!

Agata chodziła na różne zajęcia: do logopedy, na rehabilitację, do pedagoga, na hipoterapię. Nie pozwalałam jej na zniechęcenie zajęciami. Bardzo mocno, głośno, wręcz ekspresyjnie dopingowałam moje dziecko w zajęciach. Motywowałam je, cieszyłam się głośno z jej sukcesów. I tych większych i tych mniejszych. 

 


Cieszę się, że mogłam się z Tobą podzielić moimi przemyśleniami. Zgadzasz się ze mną? Daj znać w komentarzu, co o tym myślisz. 

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to podaj go proszę dalej. 

 

Miłego dnia!

Olga Komorowska Ok blog


 

Jeżeli chcesz poczytać jeszcze o Agacie, to zajrzyć do zakładki niepełnosprawność.  

 

 

 

Ja w mediach

          

 

 

 

Olga Komorowska - Bloglovin