Od zawodówki do przedsiębiorcy

Pan Adam skończył zawodówkę. Dziś prowadzi przedsiębiorstwo, które zatrudnia 20 osób. Jakie cechy musi mieć właściciel, żeby jego firma się rozwijała? Kto lakieruje lokomotywę?

 

Olga: Jaka jest pana historia zawodowa?

Pan Adam: Pomimo, że średnią po szkole miałem dobrą, poszedłem do szkoły zawodowej. Każdy mi mówił, żeby nabyć fach. Żeby te śruby samemu kręcić. Poszedłem do szkoły mechanicznej. Ale nie zakończyłem na tym edukacji. Poszedłem do technikum. W tym czasie podjąłem pracę w zawodzie lakiernik samochodowy. Podłapałem wtedy bakcyla przy likwidacji szkód. Zrobiłem maturę, a po maturze stwierdziłem, że całe życie śrub nie będę kręcił. Poszedłem na studia - zarządzanie przedsiębiorstwem.

Od 2005 roku byłem kierownikiem Działu Blacharsko-Lakierniczego w naszej firmie. Odpowiadałem za likwidację szkód komunikacyjnych, za sprawy związane z lakierowaniem. jaka praca

1 marca 2015 kupiłem razem z kolegą firmę od poprzednich właścicieli.

Olga: Jak to się stało, że kupiliście firmę? Taka decyzja wymagała odwagi w warunkach polskich.

Pan Adam: Sytuacja właścicieli, którzy prowadzili firmę była krytyczna. Ciągle brakowało pieniędzy, co było związane ze złym zarządzaniem. Zadałem sobie pytanie: albo przyjdzie nowy właściciel i będzie grał na bębnach w
naszej firmie, a my będziemy robić co nam karze albo trzeba podjąć męską decyzją i wykupić firmę. Podjęliśmy decyzję. Była to decyzja trudna, bo nie wiedzieliśmy czy sobie poradzimy. Ale ten rok dał pozytywne efekty. Działamy, rozwijamy się. Nawet mamy zlecenia na malowanie lokomotyw. Nie każdy serwis lakierniczy się tym zajmuje. 

Olga: Mnie zastanawia taka rzecz. Czasami ktoś chce założyć biznes, zakłada, ale po roku biznes zamyka. Nie wyszło. Ale są osoby, które założą firmę i ona się rozwija. Jaki jest klucz do sukcesu?

Pan Adam: Trzeba mieć pomysł, musi być cel i musi być realizacja. W naszym przypadku firma miała kryzys – wpadliśmy na pomysł wykupu. Wytykaliśmy szefom, że nie umieją zarządzać, a my zrobilibyśmy to lepiej. W momencie, gdy poprzedni właściciele wystawili firmę na sprzedaż, długo z kolegą się nie zastanawialiśmy. Za długo pracowaliśmy w tej firmie i za dużo w nią włożyliśmy, żeby zostawić ją komuś innemu. Naszym pomysłem było aby prowadzić serwis i mieć miejsce pracy. Ja nie czuję się właścicielem i szefem. Czuję się pracownikiem. Czuję się jednym składnikiem ekipy, która ma wykonywać postawiony cel. Celem jest naprawa samochodów. Pracownicy mają postawiony jeden warunek: Przynajmniej postarajcie się wykonać dobrze robotę. Jeżeli człowiek dołoży wszelkich starań, żeby robota wyszła dobrze, wtedy cel będzie osiągnięty. Nie zawsze ta praca wyjdzie. Pracę wykuje człowiek.

Olga: A to jest ciekawe co pan mówi. Czuje się pan pracownikiem a nie szefem, a pracownicy przychodzą do pana jak do szefa i nie zrobią nic bez pana zgody i akceptacji.

Pan Adam: Jeżeli lakiernikowi kolor nie pasuje, woła mnie. Ja mam przecież doświadczenie i pomagam. To nie jest tak, że tylko patrzę w papierki i w monitor. Nie na tym polega prowadzenie firmy. Ja jestem z tych osób którzy dotknęli pracy fizycznej i potrafię sobie ubrudzić ręce. Jeżeli pracownik powie, że ma z czymś problem, staram się pomagać. Więcej czasu poświęcam na prowadzenie działań z pracownikami w kontekście zadań blacharsko-lakierniczych, niż czasu na marketing, reklamy.

Olga: To, że pan kiedyś pracował fizycznie i robił przy samochodach, na pewno pomaga, bo pan wie jak długo zajmuje praca, jakie należy zastosować środki. dobrze płatan praca

Pan Adam: Tak. Pracownik mi nie powie, gdy coś nie wyjdzie, że to jest wina materiału lakierniczego.

Olga: Czyli osoba, która chce zarządzać jakimś przedsiębiorstwem powinna przejść kolejne szczeble?

Pan Adam: Tak. Chociaż można być piekarzem i prowadzić warsztat, ale trzeba mieć pracowników, którym można zaufać.

Olga: Czym kieruje się wasza firma? Pan Adam: Podstawa to rzetelność i fachowość. Jakość. Chcemy się rozwijać dlatego stawiamy na jakość, nie na ilość. Jest to długa droga ponieważ nie mamy miejsca i na tej małej
powierzchni musimy zrobić wszystko, żeby samochód naprawić. Klienci których mamy to są to głównie floty, ale również umowy powiązane z ubezpieczeniami. Nie wykonujemy żadnych działań związanych z reklamą. Bo nie mamy na to czasu. Działa poczta pantoflowa. Klient, który będzie niezadowolony więcej nie wróci do serwisu. Swoje niezadowolenie przekaże dalej. Natomiast jeden pozytywnie nastawiony klient, przyprowadzi kolejnych. Po roku pracy muszę powiedzieć, że jest to kawałek ciężkiego chleba.

Olga: Pracownicy?

Pan Adam: Wszyscy są zatrudnieni na umowę o pracę. W 70% mamy ekipę stałą. 30% to są osoby, które się zmieniają, bo są niezadowolone. Na przykład nie podoba im się system pracy dwuzmianowy. Żeby serwis mógł funkcjonować, trzeba wykorzystać powierzchnię. Pracujemy od 7 do 21 i wtedy mamy dwie zmiany. Mamy małą powierzchnię i jeden drugiemu nie wchodzi w drogę. 

Olga: Dziękuję za rozmowę.

 

Wywiad przeprowadziłam w siedzibie warsztatu Auto-Orunia, który zajmuje się blacharstwem i lakiernictwem, naprawami mechanicznymi, elektrycznymi i elektronicznymi. Ma stację kontroli pojazdów.  

 

Przeczytajcie również inne moje wywiady:

Skuteczny sposób, żeby znaleźć siłę do życia

Gdy zaginie dziecko - wywiad z podkomisarzem 

Praca w Anglii- dobrze płatna - jak to zrobić?

Jak się odżywiać, żeby dożyć w zdrowiu do emerytury - wywiad z dietetykiem

Porady od kosmetyczki na ładny wygląd - wywiad przeprowadziłam z kosmetyczką, która w roku 2015 została uznana za najlepszą kosmetyczkę w Polsce! 

 

 Zdjęcia: z archiwum pana Adama

 

Ja w mediach

          

Olga Komorowska - Bloglovin