Zespół Downa

Nie wierzysz w nauczycieli z powołania? Poznaj panią Aldonę

szkoła specjalna
Przypomnij sobie okres szkolny. Pamiętasz nauczyciela, którego uwielbiały wszystkie dzieci? Przeprowadziłam wywiad z panią Aldoną. Uczy języka polskiego w szkole specjalnej.

Na tych samych falach, czyli czy dzieci w szkole spejalnej można polubić

Olga: Pani Aldono jaką klasą się pani opiekuje jako wychowawca?

pani Aldona: W tej chwili mam zaszczyt, bo to jest naprawdę zaszczyt opiekować się klasą IVa. Są to uczniowie szkoły podstawowej. Jest to dla mnie wyzwanie, naprawdę duże wyzwanie, ponieważ do tej pory opiekowałam się gimnazjalistami. Nie wiedziałam jak sobie poradzę. Bałam się tego, że je rozpuszczę, że będę bardziej dla nich mamą niż nauczycielką. Ale myślę, że udało nam się wypracować jakąś taką fajną nić porozumienia. Działamy na tych samych falach. Jest to klasa dzieci z lekką niepełnosprawnością intelektualną. Jest dwoje dzieci z umiarkowaną niepełnosprawnością. Wszystkie funckjonują naprawdę bardzo dobrze. Dlatego robimy wspólnie dużo rzeczy.

Olga: Proszę opisać  dzieci, którymi się pani opiekuje.

pani Aldona: Każde osobno?

Olga: Każde osobno lub jako grupę. Jak pani chce, pani to opowie od serca.

pani Aldona: Są wspaniałe. Naprawdę. Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Znałam większość z nich, jako że szkoła jest kameralna i każde dziecko znamy z imienia nazwiska i z upodobań nawet nie ucząc w danej klasie. Chodzimy na zastępstwo, obserwuje się je podczas przerwy.

Ale tak naprawdę to je poznałam, gdy objęłam wychowawstwo we wrześniu. Każde dziecko jest naprawdę indywidualnością, każde jest inne. Każde potrzebuje innych wzmocnień, innego działania, indywidualnego podejścia. Wszystkie są cudowne, razem wzięte i każde z nich z osobna.

W grupie sila, czyli jak funkcjonują dzieci w klasie

Dzieci się znają. Chodzą ze sobą razem już czwarty rok. Doszły w tym roku dwie dziewczynki ale weszły naturalnie do tej klasy. Zostały dobrze przyjęte i myślę, że czują się jakby chodziły już 4 lata do klasy.

Dzieci tworzą jeden zespół. Klasa jest mieszana. Są chłopcy i dziewczynki. Ale jest bardzo duże poczucie przynależności do grupy. Czują się bardzo mocno zintegrowane. Jest tak, że jak jest jedno dziecka, to wiadomo, że zaraz pojawią się kolejne, bo przemiszczają się razem. Teraz są jednostkami mniej zależnymi od siebie, natomiast jak we wrześniu zaczynaliśmy funkcjonować w tej klasie z nauczaniem przedmiotowym, to było to dla nich duże wyzwanie. Wcześniej byli z jedną panią, w jednej klasie. Miały większe poczucie bezpieczeństwa. Wydawało mi się, że na początku roku był to dla nich szok, ale okazało się, że bardzo szybko sprostały nwyzwaniu i nie było wikększych trudności.

Dzieci się bardzo wspierają. W tym poszukiwaniu klasy, w pomocy sobie nawzajem. Są bardzo otwarte. Nie proszone pomagają sobie wzajemnie. Jest dziewczynka, która wymaga pomocy np. przy noszeniu plecaka, bo jest po kolejnej operacji. To dzieci same się zgłaszają, żeby jej pomóc. Jak jakiegoś dziecka nie ma w klasie, to pytają kiedy wróci, tęsknią za sobą. Naprawdę bardzo pozytywna klasa i udziela mi się ich nastrój. Mam wrażenie, że przy tych dzieciach sama stałam się młodsza.

Olga: A to jest bardzo ważne.

pani Aldona: Oj tak. Poza tym, pierwszy raz, moje własne dziecko jest starsze od moich uczniów. Gdy pracowałam w gimnazjum miałam inne spojrzenie na pewne sprawy. Zawsze patrzyłam na uczniów jakby to były moje dzieci.

Opowiem teraz anegdotkę. Pierwsza moja wycieczka z klasą. Jechaliśmy na piknik żeglarski do Hestii i zadzwoniłam do Hestii, żeby umówić moje dzieci na piknik. Pani w kasie pyta: A ile ma pani dzieci? Sześć. Ojej to sporo ma pani tych dzieci. Ja na to: Ale to są moje dzieci szkolne. A pani mówi aha, bo nikt nie mówi dzieci, tylko uczniowiePierwszy raz się spotkałam, że ktoś mówi moje dzieci.

Bo one są moje. Jak mówię moje dziecko to chodzi mi o dziecko szkolne, jak mówię o moim synu to mówię moje prywatne dziecko. Mam nadzieję, że rodzice się nie obrażą, że tu jakieś prawa sobie uzurpuję :-). 

szkoła specjalna

Kino, zoo, muzeum, czyli co można robić z dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie

Olga: Podejmowała pani dużo rożnych przedsięwzięć. Jakie  atrakcje zorganizowała pani dla swojej klasy?

pani Aldona: Było ich tak dużo, że nie pamiętam dokładnie. Była  impreza żeglarska - już wcześniej wspomniana. To była nasza pierwsza impreza i pierwsze nasze wyjście klasowe. Być może to mnie zmobilizowało do dalszych wyjść, bo widziałam jak dzieciom to się podoba. Były bardzo otwarte na zdobycie nowych doświadczeń. Jeżeli impreza żeglarska na plaży w Sopocie będzie kontynuowana w przyszłym roku, to na pewno również się wyboerzemy. Zresztą już się zapowiedzieliśmy.

Z mojej strony przyznam szczerze było to jakieś ryzyko, pojechałam sama. Pojechaliśmy komunikacją miejską. Znałam dzieci od strony funkcjonowania w szkole, natomiast nie wiedziałam jak się będą zachowywać poza szkołą. Dzieci zdały egzamin na szóstkę, pomimo, że autobus był zapchany po brzegi. Na imprezie bawiliśmy się doskonale. Nie chciało nam się wrcać do szkoły. Potem były kolejne i kolejne atrakcje. Nawet pani dyrektor śmiała się, że klasa IVa wychodzi tak często, że będzie musiała jakiś szlaban wprowadzić. Byliśmy w kinie, byliśmy na lekcjach edukacyjnych w zoo, które będę kontynuowane między innymi w przyszłym miesiącu. Byliśmy w Edu Parku na warsztach świątecznych, również w Centralnym Muzeum Morskim. Był to projekt realizowany przez stowarzyszenie Inne jest piękne. To były wycieczki Ze swobodą po Gdańsku. Byliśmy w grudniu i w październiku. Zwiedzaliśmy wystawę interaktywną, którą dzieci były zachwycone. Byliśmy również w muzeum Błekitny Baranek, gdzie dzieci poznawałay średniowieczny Gdańsk i bawiły się w archeologów. Dzieci były bardzo zainteresowane, zadawały pytania. Pomimo, że tylko raz można być w takim projekcie brać udział, to pani przewodnik zrobiła ukłon w naszą stronę i zgodziła się, żebyśmy jeszcze raz przyszli. Byliśmy jeszcze na zajęciach w bibliotece i to też będziemy kontynuowali w tym semestrze. Było jeszcze dużo imprez na terenie szkoły. Braliśmy udział w tygodniu kolorów, w akademiach, gdzie dzieci występwały. 

A przed nami cała masa kolejnych wyjść.

 

Zakochani w teatrze, czyli plany na przyszłość

Olga: No właśnie, skoro już pani o tym wspomniała, to proszę się pochwalić co teraz pani planuje.

pani Aldona: Ponieważ jest rok teatru, postanowiłam, że chciałabym moich uczniów zachęcić do odwiedzania teatru, do poznania teatru. Do pokochania teatru. Stąd projekt Zakochaj się w teatrze . Wymyśliłam sobie już działania do czerwca. Zgłosiłam szkołę do projektu realizowanego przez TVP tj do internetowego teatru dla szkół. W zeszłym tygodniu była inauguracja. Nasza klasa zamieniła się w salę teatralną. I tu muszę pochwalić naszych uczniów, którzy mimo, że są mali, bardzo się zaangażowali. Wynosili stoliki, przynosili krzesełka, przynosili materace. Sala była zacieniona, a na tablicy interaktywnej o godzinie 10  połączyliśmy się z tatrem w Bydgoszczy. Wszyscy uczniowie ze szkoły podstawowej mieli okazję obejrzenia Plastusiowego pamiętnika. W przyszłym tygodniu będziemy oglądać kolejny spektakl tym razem z Torunia. Będziemy kontynuować oglądanie spektakli z różnych miast do czerwca, a potem od wrzesnia ciąg dalszy.

Za miesiąc idziemy w ramach też tego rojektu, poznawać teatr od kuchni. Będziemy na lekcji w Teatrze Wybrzeże. Ponieważ Teatr Wybrzeże nie ma oferty dla dzieci, a ja chciałabym z moimi dziećmi zobaczyć wszystkie teatry w Trójmieście, to idziemy zwiedzać teatr. Będziemy zwiedzać garderoby, wszystko co dzieje się za sceną. Planuję wyjście na spektakl do Miniatrutry. Może napiszę pismo, czy moglibyśmy zobaczyć też ten teatr od kulis. Idziemy w tym roku szkolnym również do Teatru Muzycznego na spektakl Sindbad.

Oprócz tego jak już poznamy pracę aktorów, to sami się pobawimy i przygotujemy spektakl, który wystawimy na przeglądzie teatralnym w Kościerznie. To jest przegląd wojewódzki, na który jeździmy od kilkunastu lat. W zeszłym roku nasz uczeń dostał tam nagrodę specjalną dla wyróżniającego się aktora. My zdobyłyśmy z koleżankami nagrodę za scenariusz. W tym roku musimy przygotować jakiś świetny scenariusz, ponieważ jest okrągła rocznica.

zespół Downa

I myślę że na tym jeżeli chodzi o teatr skończymy, bo pewnie będzie czerwiec.

Ale na pewno pójdziemy również do kina, na zajęcia do zoo i do biblioteki. No i zamierzam również uczyć w klasie. Plan mamy napięty, ale po tym projekcie wszystkie dzieci zakochają się w teatrze. W związku z międzynarodowym dniem teatru, który jest w marcu, tego dnia konkretnie, zrobimy z dziećmi lekcje o teatrze.

Wymyśliłam sobie hasło Zakochaj się w teatrze  i oby wszystkie powiedziały zakochałem/zakochałam się w teatrze.

 

Uśmiech motywuje, czyli inspiracja dziećmi

Olga: A skąd ma pani pomysły? Sama pani szuka, czy do pani się zgłaszają instytucje? Czymś się pani inspiruje? 

pani Aldona: To jest różnie. Czasami to są zainteresowania dzieci. Bo jak widzę, że dzieci przejawiają chęci, to staram się wyjść temu naprzeciw. Trafiła mi się aktywna klasa, która czerpie z tych zadań radość. A czasami jest tak, że coś się rodzi nagle. Sataram się też organizować dany rok. Jak był rok Korczaka miałam zajęcia i projekty związane z Januszem Korczakiem, w roku Heweliusza, glównym tematem był Jan Heweliusz.

Lubię działać. Jestem typem aktywnym, coś musi się dziać. Nie mam chyba ADHD ale tak jakoś mam, że lubię coś robić.

Olga: Co panią motywuje do takiej aktywności? Już wiemy, że wewnętrzny pęd do działania.

pani Aldona: Zaangażowanie dzieci, że im się chce, że czerpią z tego radość, że im się podobało. Uśmiech dziecka. To jest takie budujące.

Olga: To jest pani wewnętrzna motywacja, bo myślę, że wielu nauczycielom by się nie chciało aż na taką skalę działać jak pani.

pani Aldona: Ale ja nie widzę tu nic nadzwyczajnego. Te dzieci są takie otwarte, że grzechem byłoby nie wykorzystanie ich chęci. One są całe pełne radości, pełne słów, wchodzą w różne rzeczy. Nie ma czegoś takiego, że coś jest nudne, że im się nie chce. Odbierają to w 100%.

Olga: Niektórzy mogliby się zdziwić, że bierze pani siódemkę dzieci z upośledzeniem umysłowym i porusza się pani komunikacją miejską. I daje pani radę. Mówiła już pani, że dzieci są bardzo zdyscyplinowane.

pani Aldona: One lubią podróżować. Lubią wychodzić ze szkoły. Nie żeby nie kochały szkoły i z niej uciekały. Bardzo ładnie się zachowują i są w stanie tym zadaniom sprostać. Nawet gdy jedziemy przepełnionym autobusem, a one muszą stać. 

 

Nie ma innej opcji, czyli efekty pracy z dziećmi

Olga: Od jak dawna jest pani zaangażowana w kwestie niepełnosprawności? 

pani Aldona: W tematyką niepełnosprawności jestem zaangażowana dokładnie od 1999 roku, dokładnie od roku kiedy podjęłam pracę w szkole. Jest to moje pierwsze i jedyne miejsce pracy i mam nadzieję, że tak pozostanie, bo nie wyobrażam sobie pracy gdzie indziej i z innymi dziećmi. Nie ukrywam, że to było dla mnie wyzwanie, ponieważ nie kończyłam pedagogiki specjalnej, tylko pięcioletnie studia polonistyczne. Przyszłam do pracy tak do końca nie wiedząc z kim będę pracować. I na początku nie było mi łatwo. Przyznam szczerze, zostałam wyrzucona na bardzo głębokie wody. Łatwo nie było. Ale ja się jakoś szybko odnalazłam w tej pracy. Młodzież - to byli ludzie tylko kilka lat ode mnie młodsi. Ja miałam 24 lata, a miałam uczniów którzy mieli 16-17 lat i próbowali mnie traktować bardziej jak koleżankę niż jak nauczycielkę. Po raz pierwszy zetknęłam się wtedy tak na poważnie z niepełnosprawością.

Miałam koleżankę, przyjaciółkę w szkole podstawowej i liceum, która była osobą niedosłyszącą. Jej rodzice byli głuchoniemi. Dlatego to nie był dla mnie całkiem obcy temat. 

Oprócz tego działałam przez 3 lata w stowarzyszeniu Inne jest piękne. Tam realizowałam różne projekty z dziećmi, głównie teatralne. Przygotowywałam przedstawienia. Oceniałam konkursy literackie, plastyczne. Prowadziłam w soboty zajęcia teatralne  z dziećmi niepełnosprawnymi i pełnosprawnymi, które się angażowały w ramach wolontariatu. Ale z racji obowiązków, ale przede wszystkich w związku z bardzo poważnymi problemami z gardłem - w zeszłym roku straciłam całkowicie głos - musialam zaniechać pracy w stowarzyszeniu.

Olga: Czy takie działania jakie pani podejmuje mają sens? To są dzieci z upośledzeniem umysłowym.

pani Aldona: Gdyby nie miało sensu, to … Ja sobie w ogóle nie wyobrażam, że ktoś mógłby myśleć inaczej. Te działania mają przede wszystkim sens w pracy z tymi dziećmi. To widać gołym okiem. Są efekty, dzieci tego potrzebują. Jest to tak oczywiste że nie trzeba o to w ogóle pytać. Nie ma innej opcji jak mawia mój uczeń.

Olga: Co my możemy zrobić jako ludzie, żeby tym osobom z upośledzeniem umysłowym było lepiej, milej i przyjemniej w życiu?

pani Aldona: Myślę, że musimy zachowywać się normalnie. I traktować ich tak jak na to zasługują. To są ludzie tacy sami jak my. Mają te same potrzeby, chą mieć takie same doświadczenia, chcą poznawać, kochać. Musimy zachowywać się normalnie, bo jakaś przesadna ostrożność w kontaktach rodzi ich obawy. Muszą czuć się zaanagażowane, brać udział w projektach, brać udział w normalnym życiu od małego do dorosłego człowieka. Należy traktować ich normalnie, bo oni tacy są.

Olga: dziękuję za rozmowę. 

 P.S. Pani Aldona jest wychowawczynią Agatki - mojej córki. Uczy w szkole spejcalnej w Gdańsku

 

Podobne Artykuły

Nie lękaj się bliskości i okazywania czu

To jest mój apel do dorosłych mężczyzn i

Jak moja córka z zespołem Downa jest tra

Gdy Agata się urodziła, zastanawiałam si

W jaki sposób możesz kontrolować postawy

Nie jest to trudne, ale za to jak skutec

Follow Me

Zapisz się do Newslettera

ciekawe dodatki

© 2017 Newskit. All Rights Reserved.Design & Development by Joomshaper

Szukaj