Życie

Rozmawiam z właścicielką Spółdzielni Socjalnej

Jestem w spółdzielni socjalnej. W miejscu, w którym znajdzie zatrudnienie osoba wykluczona społecznie. Rozmawiam z Karoliną - prezesem, matką i jednocześnie osobą niepełnosprawną. Siedzę przy ogromnym stole, na którym stoją figurki z akrylu, paruje kubek z kawą, leży długopis i notatnik. Obok mnie stoją puszki z żywicą. 

Olga: Jesteś matką, jesteś bizneswonen, szkolisz się intensywnie. Masz 7-letniego Kajtka z zespołem Downa i 9-letniego Mikołaja. Co robisz teraz zawodowo?

Karolina: Jestem prezesem spółdzielni socjalnej 100%. Tworzymy miejsca pracy dla osób niepełnosprawnych i wykluczonych, ale to jest też miejsce pracy dla mnie. Ze względu na moje kłopoty z kręgosłupem jestem osobą wykluczoną. Nikt nie chce mnie zatrudnić.Jest to szansa dla mnie żeby wrócić na rynek pracy.

Olga: Założyłaś też fundację.

Karolina: Tak, fundacja jest kontynuacją mojej pracy społecznej, którą od kilku lat prowadzę. Najpierw współzakładałam fundację Ja też, która zajmowała się małymi dziećmi z zespołem Downa. Teraz założyłam i działam w fundacji, która swoją ofertę kieruje do osób pełnosprawnych i niepełnosprawnych.

Nie wiem co będzie w przyszłości. Kiedyś wierzyłam w siebie i w to, że zarobię na przyszłość Kajtka. On przecież nie będzie na tyle samodzielny co Mikołaj. Odkąd mam problemy zdrowotne, to nie mam już takiego zaufania do siebie i do swoich możliwości. Przede mną są jeszcze dwie operacje i nikt mi nie obieca, że będzie dobrze. Chcę wykorzystać ten czas: tu i teraz i spróbować Kajtkowi i jego koleżankom i kolegom zbudować jakąś przyszłość. Źle bym się czuła gdybym nie spróbowała.

Olga: Przy zakładaniu spółdzielni to nie jest tak !pstryk!, składam dokumenty i już jest. Szkoliłaś się. Był to pewien proces. Jakieś decyzje, przemyślenia. Jak to wyglądało?

 

wyrob4.jpg

Karolina: Zanim powstała spółdzielnia była we mnie niezgoda na dotychczasowy stan życia. Jestem z doświadczenia marketingowcem i PR-owcem. Po wielu latach pracy w zawodzie stwierdziłam, że mam dosyć sprzedawania gówna w pazłotku. Postanowiłam zmienić swoje życie. Wróciłam na studia psychologiczne i byłam święcie przekonana, że psychologia będzie moim etapem do bycia choreoterapeutą. Zawsze ruch i taniec były mi bliskie. W ciele kryje się tyle odpowiedzi na nasze choroby, wątpliwości, zdarzenia, że warto pracować z ciałem i z duszą. 

Ale zaczęły się moje problemy zdrowotne. Musiałam zawiesić studia. 

W dalszym jednak ciągu byłam na etapie szukania czegoś, co nie jest marketingiem i w ten sposób trafiłam na ideę ekonomii społecznej. To było dla mnie jak objawienie. Okazało się, ze ja wcale nie muszę wywarzać otwartych drzwi, bo już ktoś to wymyślił. 

Zaczęłam jeździć na kursy, na szkolenia. Zrobiłam uprawnienia trenera ekonomii społecznej. Poznawałam ten temat przez 2 lata. I poczułam, że jestem gotowa do założenia spółdzielni. To była dwa lata ciężkiej, ale nie obciążającej pracy i dającej dużo satysfakcji. Dużo się dowiedziałam, nauczyłam podstaw jak sobie poradzić z formalnościami. W czym spółdzielnia powinna być dobra, żeby się udało. 

Dostaliśmy dotację na założenie spółdzielni i działamy od pół roku.

 

Olga: Wcześniejsza praca i zdobyte doświadczenie w marketingu teraz ci pomaga? Inaczej patrzysz na sprawy.

Karolina: Tak. Trochę mnie to cieszy i trochę smuci. Widzę, że wśród ludzi działających w III sektorze jest mnóstwo pasjonatów. To są oddolne inicjatywy ludzi, którzy czują wewnętrzną niezgodę na zastaną rzeczywistość. I brakuje im biznesowego podejścia. Inicjatywy padają. Ja chcąc uciec od marketingu łapię się na tym, że bardzo to się na dzień dzisiejszy przydaje.

Olga: Ale nie sprzedajesz gówna w papierku tylko coś takiego konkretnego, co się ludziom przyda.

Karolina: tak bym chciała. Dwa dni temu rozpoczęła u nas staż Justyna – osoba niepełnosprawna. Jest z zewnątrz. Przy zakładaniu spółdzielni najczęściej jest tak, że zakładają je osoby, które się znają i tworzą biznes wspólnie. 
Myśmy poszli maluteńki krok dalej, czyli podejmujemy ten trud i wyzwanie, żeby zatrudnić kogoś z zewnątrz w naszej spółdzielni.

Olga: Czym się zajmujecie jako spółdzielnia?

Karolina: Wykorzystujemy akryl do tworzenia różnych przedmiotów. 

Podobne Artykuły

Jak moja córka z zespołem Downa jest tra

Gdy Agata się urodziła, zastanawiałam si

Rozmawiam o robieniu sobie tatuaży

Dlaczego ludzie robią sobie tatuaże? Dla

Rodzeństwo dziecka z niepełnosprawnością

Żyją często gdzieś w tle swojej niepełno

Follow Me

Zapisz się do Newslettera

ciekawe dodatki

© 2017 Newskit. All Rights Reserved.Design & Development by Joomshaper

Szukaj