Życie

Stabilizacja motylka to szpilka

zmiana

Jeżeli człowiek myśli o stabilizacji w życiu, to ma taką właśnie perspektywę, jak napisał Jan Sztaudynger. Przypięty szpileczką w gablotce, ale niestety martwy. 

Nasze życie jest pełne zmian., a wielu z nas chciałoby stabilizacji. Marzy wręcz o niej, bo czuje się zmęczony natłokiem tego, co życie przynosi. Albo dlatego, że boi się wyzwań. Albo nie wierzy w siebie.  

W tym momencie Ciebie zaproszę do przeczytania moich innych artykułów w temacie zmian (jeżeli jeszcze ich nie czytałeś): O potrzebie zmian, o fundamencie naszego życie, którym jest zaufanie do siebie, o decydowaniu samemu o sobie, dlaczego kobiety tkwią w toksycznych związkach. 

Niektóre zmiany możemy zaplanować i przewidzieć. Przeprowadzka, początek roku szkolnego u dzieci, nowa dieta. I z tych zmian możemy zrezygnować. Nie chesz się przeprowadzać, to robisz wszystko żeby mieszkać tu gdzie mieszkasz. Nie chcesz zmian wynikających z rozpoczęcia roku szkolnego - to nie decydujesz się na dzieci. Nowej diety też nie musisz wprowadzać. 

Ale niektóre rzeczy spadają na nas jak tzw. grom z jasnego nieba. Całkiem niespodziewanie. 

I wtedy życie zmienia się na dłużej, bo na przykład urodzi się dziecko z zespołem Downa, bo w falach Bałtyku utonie trójka z czórki dzieci. 

Niespodziewane zmiany mogą być też bardziej delikatne, ale mimo to sprawią, że Twoje plany życiowe ulegną radykalnym zmianom. 

 

Ja na przykład dzisiaj miałam dać samochód do blacharza, bo samochód ma spróchniałe progi. Ponieważ odebrać go miałam w piątek, to zaplanowałam już najbliższy weekend, a na ten tydzień nie planowałam niczego, co wymagałoby ode mnie ruszania samochodu. 

No, ale życie nie jest stabilne i często musi nas zaskoczyć. 

Dlatego mój samochód nie stoi u blacharza, tylko w warsztatcie samochodowym! Wczoraj, gdy jechałam do domu, odmówił dalszej jazdy. Na szczęście był na tyle litościwy, że napęd nawalił blisko warsztatu samochodowego, a samochód siłą rozpędu potoczył się w jego kierunku.  

Ponieważ życie mnie już tyle razy zaskakiwało, to ja już na spokojnie podchodzę do takich zdarzeń. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że szkoda mojego zdrowia na nerwy. I na starość chcę mieć ładny układ zmarszczek, a nie mars na czole :-). Dlatego, gdy samochód się turlał, ja zastanawiałam się jak daleko dojadę i prosiłam go uprzejmie, żebyśmy chociaż dali radę zjechać z głównej ulicy. A potem, gdy panowie pchali mi samochód, a ja tylko kręciłam kierownicą, to żałowałam, że tak blisko był warsztat ;-). 

Czyli życie samo dba o atrakcje dla nas.

I tu podam Wam zdanie, które warto zapamiętać. To są słowa Agaty, mojej córki. Powiedziała je do brata, w momencie, gdy w jego życiu nastąpiła zmiana.  

 

Janek, potraktuj to jak przygodę.  

 

Takie podejście bardzo ułatwia życie. 

 

A co z tą częścią życia, na którą mamy wpływ?

Niektórzy nic od życia nie wymagają i czują się z tym szczęśliwi. Niektórzy jednak udają, że stabilizacja, to jest to, o czym marzyli.

Ja nie wierzę, że człowiek, który chodzi do pracy na x godzin, wraca potem do domu, siada z pilotem, w ręku przed telewizorem i tak spędza czas do wieczora, jest zadowolony ze swojego życia.     

My zabijamy czas, on zabija nas.

Jan Sztaudynger

Przeczytałam ostatnio książkę Juliana Barnesa "Poczucie kresu".  Głowny bohater Anthony, w wieku 60 lat, mówi: ja nie żyłem, ja przetrwałem. 

 

"Co wiedziałem o życiu, ja, człowiek, który żył tak ostrożnie? Który ani nie przegrał, ani nie wygrał, ale po prostu pozwałał, by życie mu się przytrafiało? Który miał zwykłe ambicje i zbyt szybko przystał na to, żeby ich nie razlizować? Który unikał bólu i nazywał to zdolnością przetrwania?" 

 

Te słowa dają do myślenia. 

 

W książce Jakuba Małeckiego "Rdza"  jednym z bohaterów jest Doktor (to pseudonim). Pewnego dnia Doktor dostał w prezencie książkę pt. "Pachnidło", która zrobiła na nim ogromne wrażenie. Tak bardzo zapragnął przeczytać ją w oryginale, że zaczął się uczyć niemieckiego w wieku (nie pamiętam dokładnie) ale chyba sześćdziesięciu lat. Dwa razy wybierał się do Berlina. Za pierwszym razem się przestraszył. Wyszedł z przyczepy, w której mieszkał, ruszył w stronę drogi i zawrócił. Czternaście lat później stary, z bólami w krzyżu, z drętwiejącą dłonią odważył się spróbować raz jeszcze. A gdy stanął w berlińskiej księgarni przed regałem z książkami wyszeptał: ja pierdolę.  

Kiedy człowiek boi się coś zrobić, wtedy wie, że żyje. Ale kiedy człowiek nie robi czegoś, tylko dlatego, że się boi, to wtedy jest martwy.

William Faulkner

Nie chodzi mi o to, że w życiu powinniśmy dokonywać wielkich czynów, zdobywać szczyty, zmieniać świat. Nie każdy tak chce żyć, nie każdy tak potrafi, nie każdy tego potrzebuje. 

Chodzi mi o to, żebyśmy nie zaspokajali naszych potrzeb tylko na poziomie potrzeb fizjologicznych, bezpieczeństwa i przynależności. Mamy jeszcze potrzeby uznania i samorealizacji. A te możemy realizować w najróżniejszy sposób. Jednak jeżeli podejmiemy się ich zaspokajania, to stabilizacji w życiu nie będziemy mieć, bo życie nabierze tempa ale i kolorów.   

Na koniec z przymrużeniem oka coś o stabilności w związkach. Ponownie Jan Sztaudynger, którego fraszki teraz czytam:

 

"On był stały, 

tylko one się zmieniały"

 

Pozdrawiam ciepło

Logo2

Newsletter

Newsletter

Informacje bezpośrednio na Twoją skrzynkę pocztową. Bez spamu. Raz w tygodniu.

Ja i Facebook

Ja na Instagramie

Tagi

© 2017 Newskit. All Rights Reserved.Design & Development by Joomshaper

Szukaj